Żona dziennikarza TVP: Chcę walczyć o ludzi i ich sprawy.

 Nie pytałam męża o zgodę na start

– Przyznam szczerze: jestem dość pyskata. Zawsze mówię to, co myślę. Znajomi mówili: skoro jesteś taka mądra, to pokaż, jak to zrobić. Wzięłam sobie to za punkt honoru i postanowiłam powalczyć. Męża nie pytałam o zgodę – mówi Wirtualnej Polsce Lucyna Klein-Klarenbach, kandydatka PiS w wyborach samorządowych, żona dziennikarza TVP Adriana Klarenbacha.

 

Informacja na WP o jej starcie w wyborach do rady dzielnicy Warszawa Wawer wzbudziła spore zmieszanie. Dziś Lucyna Klein-Klarenbach tłumaczy: Nie robię kariery na nazwisku męża. Chcę jak najlepiej dla mojej dzielnicy. Polityka stoi na dalszym planie.

- Mamy dziurawe, krzywe, słabo oświetlone chodniki, zatkane studzienki kanalizacyjne w okresie obfitych opadów. Broczymy w błocie. Zimą nie mamy odśnieżonych ulic. Moje i moich sąsiadów dzieci nie mają jak bezpiecznie dotrzeć do szkoły rowerami, bo nie ma ścieżek rowerowych. Są problemy z jezdniami i parkingami, z siatką komunikacyjną. Jesteśmy zakorkowani, dusimy się w tych korkach, a tu pojawia się już kwestia smogu. Osiedla są budowane na szambach, gdzie nie ma kanalizacji - mówi WP Klein-Klarenbach.

I dodaje: - Może powiem odważnie – jesteśmy dzielnicą zapomnianą przez Boga i władze. Jesteśmy podzieleni na różne obszary: jest część Wawra, która jest nowoczesna, i jest ta część, która jest tradycyjna, wielopokoleniowa, z naszymi prawdziwymi bohaterami, których na szczęście jeszcze wśród nas mamy. I jest ogromne zróżnicowanie. Władze dzielnicy są nastawione na jej rozbudowę, ale to się dzieje kosztem innych jej części.

W Wawrze od trzech kadencji rządzi Platforma Obywatelska.

- Jeden z przedstawicieli rady dzielnicy z Platformy przyznał, że w PO nie dzieje się wcale dobrze - powiedziała Wirtualnej Polsce Klein-Klarenbach. - Że mają tam całą masę rozłamów, zastanawiają się, czy po wyborach – jeśli uda im się utrzymać władzę – będą w stanie jeszcze funkcjonować. Bo to nie jest zgrany zespół. I to się odzwierciedla w funkcjonowaniu naszej dzielnicy. Nie ma żadnej spójności.

A co żona dziennikarza TVP sądzi o kandydacie PO na prezydenta Warszawy?

Ostatnio przejrzałam program pana Trzaskowskiego... To jest program sprzed 12 lat. To jest kompromitacja i brak szacunku dla mieszkańców, dla obywateli. My nie jesteśmy idiotami, widzimy, co się dzieje, i czego nie ma. Mieszkamy tu i znamy możliwości władz. I nie trafiają do mnie tłumaczenia, że nie ma na coś pieniędzy. Bo widzę, na co są, a na co powinny być. To jest kwestia gospodarowania. A nasi gospodarze się nie sprawdzają.

 

 

 

 

Wirtualna Polska


Autor: Mariusz Kowalewicz
menu
menu