Zabójstwo Polki w Londynie

Osierociła dwoje dzieci, czekały na mamę dwa dni w domu

Zamordowana w Londynie Sandra Ż. przed śmiercią wygrała z nowotworem, walczyła w bokserskim ringu. Była pogodną, wesołą osobą. Osierociła dwoje dzieci 8-letniego Doriana i 11-letnią Andreę. Z relacji jej znajomych wyłania się dramatyczny obraz ostatnich chwil.

32-letnia Sandra Ż. w ubiegły czwartek wyszła z domu i już do niego nie wróciła. Policję zaalarmowali jej znajomi. Opublikowano zdjęcia zaginionej, rozesłano komunikaty. Niestety. W poniedziałek nad ranem londyńscy policjanci znaleźli jej ciało w przydomowym ogrodzie, w jednej z dzielnic Londynu. Sekcja zwłok wykazała, że kobieta zginęła od uderzenia tępym narzędziem. Niedługo później zatrzymano 26-letniego Polaka Wojciecha T., który według policji, miał zamordować kobietę. Mężczyzna trafił do aresztu.

Z informacji, które udało się zebrać Wirtuanej Polsce wynika, że Sandra Ż. mieszkała w Londynie od kilku lat. Sprzątała prywatnie domy i pracowała na budowie. Rok temu wygrała walkę z nowotworem, od jakiegoś czasu walczyła w bokserskim ringu. 22 września, w dniu swoich urodzin miała stoczyć pojedynek o kobiecy tytuł „Mistrza Ultra White Collar Boxing".

WP porozmawiala ze znajomym Sandry Ż. - Adamem B. o ostatnich chwilach życia 32-letniej kobiety. Z jego opowieści wyłania się dramatyczny obraz.

– Zostaliśmy zaproszeni przez Sandrę na jej urodziny i walkę, która miała odbyć się tego samego dnia 22 września w Londynie. Już przed wyjazdem Sandra nie odbierała od nas telefonu, ale i tak postanowiliśmy przyjechać, sądząc że jest zajęta przygotowaniami do najważniejszego dnia, do bokserskiej walki. Po dotarciu pod jej dom zastaliśmy dwójkę dzieci. Na szczęście Sandra mówiła wcześniej dzieciom, że spodziewa się znajomych, więc wpuściły nas do domu. To była sobota 22 września, dzieci powiedziały, że mamusi nie ma od czwartku wieczorem, że wyszła do znajomego po bilety na walkę i zaraz wróci... - mówi Wirtualnej Polsce Adam B., jej znajomy.

Postanowiliśmy zgłosić zaginięcie Sandry na policję. Po publikacji zdjęcia przez Scotland Yard odezwała się do nas siostra Sandry z Liverpoolu. Powiedziała, że przyjedzie jak najszybciej jest to możliwe. W poniedziałek rano ktoś odebrał telefon Sandry. Kobiecy głos w słuchawce powiedział nam, że telefon leżał w zakrwawionych rzeczach jej brata. I, że jedzie do szpitala, bo brat podciął sobie żyły. Później okazało się, że brat tej kobiety – to mężczyzna, do którego Sandra udała się w czwartek wieczorem. Natychmiast poprosiliśmy o jego adres, po czym udaliśmy się tam, mając najgorsze przeczucia. Krzyczeliśmy, waliliśmy w drzwi i okna. Powiadomiliśmy policję. Po przyjeździe policjantów potwierdziły się nasze najgorsze obawy. W ogrodzie, z tyłu domu, znaleziono ciało Sandry. Została brutalnie zamordowana, otrzymała kilka ciosów młotkiem w tył głowy - ujawnia Adam B.

Po śmierci Polki, opieką nad dziećmi zajęła się jej siostra. Zarówno ona, jak i znajomi Sandry zbierają pieniądze dla osieroconych dzieci. Tu można im pomóc

 

Wirtualna Polska


Autor: Mariusz Kowalewicz
menu
menu