Niesprawiedliwy system rekrutacji podstawą do pozwu sądowego

Rodzice uczniów nieprzyjętych mają 7 dni na złożenie wniosku i uzasadnienie decyzji komisji rekrutacyjnej.

Odwołanie od wyników rekrutacji do szkół średnich może się kończyć nawet w sądzie administracyjnym? Tak - może to zależeć zarówno od treści uzasadnienia nieprzyjęcia do szkoły jak również od niesprawiedliwego systemu rekrutacji. 

 

  • Istnieją drogi prawne prowadzące niezadowolonych z rekrutacji uczniów nawet do sądu administracyjnego.
  • Dużo zależy m.in. od tego, jak komisje będą uzasadniać decyzje o nieprzyjęciu do danej placówki.
  • Pojawiają się także głosy, że podstawą do pozwu mogą być "utracone korzyści" w porównaniu z uczniami, którzy przystępowali do rekrutacji przed kilku laty. 

 

W całej Polsce tysiące uczniów nie dostało się do żadnej szkoły średniej podczas pierwszego naboru. Jak się okazuje, powodem takiej sytuacji jest nie tylko większa konkurencja, spowodowana tzw. podwójnym rocznikiem, ale nawet niesprawiedliwość systemu rekrutacji. Okazuje się bowiem, że w danej szkole system "przyjmował" ucznia z mniejszą liczbą punktów, a odrzucał takiego z lepszymi wynikami. Jeżeli "dobry" uczeń wskazywał daną szkołę jako placówkę drugiego wyboru, pierwszeństwo miał ten, który wskazał ją jako pierwszą szkołę, nawet jeśli miał mniej punktów rekrutacyjnych.

- Nie wyobrażam sobie, co zrobi komisja rekrutacyjna czy dyrektor takiej szkoły, jeżeli "dobry" uczeń złoży wniosek o uzasadnienie decyzji - mówi Dominik Kucharski, radca prawny.

Jak dodaje, zgodnie z polskimi przepisami podczas przyjęć do szkół średnich decyduje przede wszystkim liczba punktów rekrutacyjnych. Jeżeli zaś komisja przyjęła ucznia z gorszymi wynikami, a odrzuciła takiego z lepszymi - i takie zapisy znajdą się w uzasadnieniu - da to podstawy do pozwu przeciwko dyrektorowi danej szkoły.

Czytaj także: Rekrutacja: Jeśli braknie miejsc w szkołach, samorządy muszą stworzyć nowe oddziały

- Byłaby to podstawa do sformułowania rozbudowanego zarzutu opartego przede wszystkim na tym, że takie kryteria przyjęć nie wynikają z przepisów, a także naruszają zasadę równości wynikającą z konstytucji - wyjaśnia Dominik Kucharski. - Mało tego, w uzasadnieniu decyzji o nieprzyjęciu dyrektor powinien napisać, ile uczniowi zabrakło do spełnienia wymogów rekrutacyjnych. Jeśli jednak miał więcej punktów niż minimum w danej szkole, napisanie takiego uzasadnienia będzie problematyczne - dodaje.

Na zamieszaniu skorzystali słabsi uczniowie

Nieco spokojniej do ewentualnych pozwów podchodzi Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty(OSKKO). Jego zdaniem trudno zarzucać coś systemowi, bo jego działanie było znane od kilku lat. Zauważa jednak pewną drogę prawną, aby uczniowie mogli powalczyć o wymarzoną szkołę.

- Wydaje mi się, że gdyby rzeczywiście ktoś chciał się odwoływać nawet do sądów o wyniki rekrutacji, musiałby wziąć pod uwagę inne czynniki. Należałoby - moim zdaniem - udowodnić, że reforma oświaty doprowadziła do sytuacji, w której uczniowie mają mniejsze szanse na dostanie się do wybranej placówki, niż mieli to ich starsi koledzy kilka lat wcześniej. Można zatem mówić o pewnych utraconych korzyściach - mówi Marek Pleśniar.
 

Jak dodaje, sama reforma oświaty była tylko zmianą administracyjną, która nie przyniosła żadnych korzyści merytorycznych. I choć samorządy - jak zaznacza Marek Pleśniar - zorganizowały rekrutacje zgodnie z prawem, najbardziej ucierpieli dobrzy uczniowie, którzy nigdzie się nie dostali.

- Słabsza szkoła, będąca pierwszym wyborem dla słabego ucznia i np. trzecim wyborem dla dobrego ucznia, przyjmuje tego pierwszego. To nie jest zdrowe. To pokazanie rodzicom i uczniom, że nie warto się starać - mówi Marek Pleśniar. - Znam przypadki ambitnych uczniów, którzy zdecydowali się zawiesić edukację w szkołach publicznych na rok. Wyjadą np. do szkół językowych, rozszerzą horyzonty, poznają świat. Jeżeli ktoś ma czas i możliwości, to jest to dobre wyjście. Jednak nie wyobrażam sobie, żeby właśnie do tego zachęcali urzędnicy z pracownikami MEN na czele - zaznacza.

Odwołania, terminy, zasady

Kandydat, który nie jest zadowolony ze szkoły, do której się dostał (będąc np. odrzuconym w innej placówce), i tak powinien koniecznie potwierdzić chęć nauki. W innym przypadku może wypaść z systemu rekrutacyjnego. Dopiero następnym krokiem powinien być wniosek o uzasadnienie decyzji o nieprzyjęciu.

Samo pismo powinni napisać rodzice ucznia lub on sam (jeśli jest pełnoletni). Ma na to 7 dni od momentu ogłoszenia wyników rekrutacji. Szkoła ma 5 dni na odpowiedź. Jeżeli uczeń lub jego rodzice nie zgadzają się z uzasadnieniem, mają kolejne 7 dni na napisanie i złożenie odwołania.

Podczas przygotowywania odwołania - jak radzą specjaliści - należy przede wszystkim zwrócić uwagę na liczbę punktów, która zapewniała dostanie się do danej szkoły. Warto także zwrócić uwagę, że komisja rekrutacyjna mogła popełnić zwykły błąd przy zliczaniu punków. I to nie tylko z ocen na świadectwie, ale także innych osiągnięć.

Jest także możliwość odwołania się na podstawie tzw. szczególnych kryteriów. Mowa o sytuacjach, kiedy dany uczeń ma problemy zdrowotne, ograniczające mu możliwości wyboru kierunku kształcenia. Dyrektor na rozpatrzenie odwołania ma 7 dni. 

Zgodnie z harmonogramem przyjętym przez kuratorów oświaty wymienionych na wstępie województw, podanie przez licea ogólnokształcące, technika i szkoły branżowe list kandydatów po szkole podstawowej i gimnazjach zakwalifikowanych i niezakwalifikowanych do przyjęcia, rozpoczyna czas potwierdzania chęci nauki w wybranej szkole, który potrwa do 24 lipca.

Dopiero po tej dacie rozpocznie się rekrutacja uzupełniająca, która w innych regionach – jak np. na Lubelszczyźnie czy w Małopolsce - będzie się już kończyła. W jej trakcie kandydaci z pominięciem systemu elektronicznego będą składali wnioski o przyjęcie bezpośrednio w wybranej przez siebie szkole, dysponującej wolnymi miejscami.

 

źródło: portalsamorzadowy.pl

 


Autor: Mariusz Kowalewicz
menu
menu