Najman i wybory 2018:

Mam program, który może uratować kilkaset żyć

Bokserski ring chce zamienić na ten polityczny. Marcin Najman, bo o nim mowa, to postać w polskim świecie sportów walki, wobec której nie można przejść obojętnie. Tym razem portal o2.pl zapytał Kandydata ruchu Kukiz'15 głównie o jego polityczne plany.

Piotr Mieśnik, o2: Po cholerę panu ta polityka?

Marcin Najman: Jestem od lat, a przynajmniej tak mi się wydaje, człowiekiem czynu. Moja działalność społeczna to nie jest jakiś nagły przypływ, jakiś słomiany zapał. Ja to robię od 2001 r. Na każdej mojej imprezie sportowej zawsze jest jakiś akcent charytatywny. I to nie jest tak, że ja postanowiłem nagle wejść w politykę... Chodzi o to, że jeśli chcemy realnie zmieniać rzeczywistość, to trzeba brać sprawy we własne ręce.

Jak pan sobie radzi z tym hejtem?

To zjawisko nie dotyczy tylko mnie, tylko sportu. Wszyscy wiemy, że jest wszędzie. Kiedyś Bogusław Linda na wiele lat zniknął z wielkiego ekranu w czasie, gdy te fora internetowe powstawały. Ludzie często nie radzili sobie, bo po prostu nie mieli nigdy do czynienia z czymś takim. I tak bywa do dziś. Pamiętam jak mój przyjaciel Jerzy Kulej pierwszy raz założył sobie internet, to było w 2008 r., i był początkowo zachwycony. Zapisał się na fora bokserskie, twierdził, że będzie ludzi tam edukował, propagował pięściarstwo. Po tym jak przedstawił się kim jest i ocenił środowisko boksu zawodowego, wylało się na niego tyle hejtu, wyzwisk, epitetów, że nie potrafił przez miesiąc dojść do siebie. Dopiero po jakimś czasie zrozumiał, że internet jest wspaniałym wynalazkiem, ale tam gdzie zaczynają się wolne komentarze, tam kończą się merytoryczne argumenty.

Jakie ma pan plany, gdyby udało się wejść do sejmiku, czym pan zamknie usta tym krytykom?

Ja mam konkretny plan, który układałem przez wiele lat, a właściwie życie go układało. Ideologicznie jestem po prawej stronie. Moja ideologia jest właśnie taka.

A co to konkretnie znaczy, że „po prawej stronie"?

To znaczy, że przede wszystkim jestem człowiekiem wierzącym i jestem bardzo patriotycznie nastawiony do swojego kraju. Kocham swoją ojczyznę i wszelkie hasła, które powodują, że jej rola jest umniejszana – to takie postawy są mi obce. Uważam się za obywatela Europy, ale przede wszystkim jestem Polakiem. I wszystko co jest dobre dla Polski interesuje mnie w pierwszej kolejności.

Na poziomie samorządu, z tych rzeczy, o których pan mówi: wiara, patriotyzm - co można w tych sferach zdziałać?

Bardzo wiele. Otóż jeżeli mówimy o patriotyzmie, to ja również rozumiem to przez patriotyzm lokalny. Życie zawodowe prowadzę w całej Polsce, ale dla mnie najważniejsza jest ta lokalna ojczyzna, czyli Częstochowa. Ja nie do końca zgadzam się z tym, że ona jest przyklejona do województwa śląskiego, bo ona nie jest Śląskiem. Ale jeżeli już mamy taką sytuację, to powinniśmy o ten region dbać jak najbardziej. Patriotyzm dzisiaj nie powinien objawiać się w pustych hasłach, ale w czynach.

No i na przykład w jakich?

Wzmacnianie polskiej rodziny jest takim patriotyzmem dzisiaj. Ten światopogląd, który od setek lat przyświecał naszemu krajowi, spowodował, że nawet podczas najgorszych chwil nigdy o tej naszej tożsamości nie zapomnieliśmy.

Co dla tej rodziny można zrobić na poziomie samorządu?

Możemy upowszechniać sport rekreacyjny dla całych rodzin. I nie jest to puste hasło. Sport zawodowy nie jest najzdrowszy dla człowieka. Sam go uprawiam od 20 lat i mam już tyle kontuzji, jestem tak porozbijany fizycznie, na przykład 18 października mam operację barku. Sport zawodowy nie jest niczym zdrowym. Ale sport rekreacyjny jest czymś na czym zaoszczędziłaby służba zdrowia.

Ale jakby to miało wyglądać?

Już mówię, bo na początku chciałem się odnieść do samej idei. Ludzie, którzy uprawiają sport rekreacyjnie mniej chorują, doskwiera im mniej schorzeń. I to w skali całego kraju mogłoby odciążyć polską służbę zdrowia. Uważam, że propagowanie sportu rekreacyjnego spowodowałoby też, że relacje rodzinne będzie łatwiej budować. I chciałbym na poziomie lokalnym wprowadzić program tak, żeby lokalne kluby dostawały pieniądze, aby raz w miesiącu organizowały pikniki sportowe dla rodzin wraz z rywalizacją.

Cały dzień w pracy, wracam późno do domu, mam dziecko przyspawane do tabletu – czy jest pan przekonany, że taka cykliczna akcja raz w miesiącu jest w stanie coś zmienić?

Jest w stanie pokazać temu dziecko, że istnieje też inny świat niż tablet i telewizor. Wytworzenie w tym dziecku takiej chęci rywalizacji, zdrowej rywalizacji, mogłoby się przełożyć na to, że bardziej skupi się na takim realnym życiu.

A ta rywalizacja to w jakimś konkretnym sporcie?

Uważam, że powinna się skupić na takich najprostszych, na lekkoatletycznych. Bieganie, piłka nożna, siatkówka, która jest teraz w Polsce tak popularna. I ten jeden raz w miesiącu niczego nie zmieni, ale będzie ileś tam dzieci, którym to się spodoba, które zapalą się do sportu, będą chciały to kontynuować. Choć po tym jak opublikowałem swój program na Facebooku to od razu spotkałem się z krytyką.

Dlaczego?

Pojawiły się zarzuty, że to socjal. Bo ja chciałbym wprowadzić też bezpłatne zajęcia z pływania dla dzieci i młodzieży. Nie po to żeby coś dawać, tylko dlatego, że umiejętność pływania jest konieczna, żeby mniej młodych żyć ginęło nad wodą. To co się wydarzyło w te wakacje to jest coś strasznego, to są dzieci, które nie wróciły już do szkoły, ta tragedia w Darłówku. Taki program mógłby w przyszłości uratować kilkaset żyć.

A czy to nie jest tak, że ofiary utonięć to najczęściej ofiary brawury i alkoholu?

Na pewno tak. Ale trudno te dzieci w Darłowie posądzać o to, że piły alkohol.

Tego nie powiedziałem.

Chodzi mi o to, że gdyby te dzieci posiadały umiejętność pływania, to nie mówię, że udałoby się je uratować, ale byłyby większe szanse.

Wspomina pan wspomaganie rodziny jako ważny element, nie mogę więc nie zapytać o to, jak ocenia pan program 500+?

Bardzo dobrze. Kiedyś gdy PO odchodziła od władzy, dałem sobą zmanipulować, dałem sobie wmówić, że w budżecie nie ma na to pieniędzy. Wierzyłem politykom typu minister Rostowski, który mówił "nie ma i nie będzie takich pieniędzy w budżecie na ten program". Okazało się, że pieniądze się znalazły.

Korzysta pan z tego programu?

Nie, mam tylko córkę. Nie mam dwójki dzieci. Ale i tak uważam, że to jest coś wspaniałego. I oczywiście, pewnie zdarzają się i takie patologie, że rodzice nie wydadzą tego na dziecko, tylko na alkohol. Ale czasami lepiej dać dziesięciorgu dzieciom na jedzenie, mimo że szóstka z nich nie jest głodna, tylko po to żeby mieć pewność, że ta biedna czwórka dostanie jeść.

Mówił pan też, że jest człowiekiem wiary i Kościoła. Ostatnio głośno jest o aferach pedofilskich dotyczących duchownych. Czy widział pan film „Kler"?

Nie widziałem, widziałem tylko zajawki. Powiem tak: trzeba gorącym żelazem wypalać tego typu zjawiska. Żadnego krycia dla pedofilów w sutannach! Cieszę się, że papież Franciszek też tak do tego podchodzi. Natomiast nie wolno zapominać o tych wspaniałych księżach, którzy pomagają ludziom w kryzysach duchowych, pomagają poprzez Caritas i inne akcje. I powiem tak: po tym zamieszaniu wokół filmu postanowiłem zrobić eksperyment, bo ja w swoim życiu poznałem tylko dobrych księży. Zapytałem żonę, siostrę, mamę, znajomych czy kiedykolwiek w życiu spotkali księdza, który niewłaściwie by się zachowywał. Wszyscy odpowiedzieli: „nie".

Dołączę się do pana „badania". Byłem ministrantem, chodziłem do katolickiego liceum – też się z tym nie spotkałem.

No właśnie. Problem jest na pewno wielki, ale nie możemy wszystkich wrzucić do jednego worka, odbierać Kościołowi tego, co dobrego robi. W ogóle jest tak, że gdybyśmy wszyscy postępowali zgodnie z Dziesięcioma Przykazaniami to mielibyśmy raj na świecie. I skoro jest to nauka Kościoła, to jest to dobra nauka. Ale patologie zdarzają się wszędzie: wśród polityków, sportowców, aktorów. Trzeba je piętnować. Ale nie można poddawać się nagonce, bo z nią mamy dziś do czynienia.

Zmieniając temat. Skąd pan się wziął u Kukiza?

Nigdy nie należałem do żadnej partii i nie należę. Zresztą Kukiz'15 nie jest partią. Tak jak mówiłem wcześniej: mam bardzo prawicowe poglądy natomiast również te kwestie wolnościowe mają znaczenie. Ten ruch jest najbliżej tego, w co wierzę.

A nie boi się pan, że będzie tylko kwiatkiem do krótkiej politycznej koszuli Kukiza?

Nie, mam dobre, 7. czyli ostatnie miejsce na liście wyborczej.

Z naszej rozmowy wynika, z planów, które pan snuje, że to raczej Sejm mógłby być dla pana bardziej odpowiednim miejscem niż samorząd. Czy ma pan w ogóle takie plany?

Na teraz o tym nie myślę, bo najpierw trzeba spróbować sprawdzić się na szczeblu wojewódzkim. Potem ludzie ocenią tę moją pracę.

Polityka to często też brudy, teczki. W internecie można znaleźć nagranie, na którym nestor polskiego dziennikarstwa sportowego, Andrzej Kostyra, mówi, ze ma całą teczkę na Najmana. Ale nie pokaże.

Jak ma, to niech daje. Tak pieprzyć to można o każdym. Ten człowiek personalnie atakuje mnie od 15 lat. Nie chce mi się w to zagłębiać. Na jego obiektywizm nigdy nie liczyłem i nawet się nie łudzę. Zresztą, po co on to mówi? Po co ją trzyma? To niech wykłada, jak ma... Ale, czy ja mógłbym jeszcze merytorycznie?

Zawsze.

Wiem, że to ciężkie na poziomie wojewódzkim, ale chciałbym zaostrzenia kar. Bo jako radny sejmiku wojewódzkiego mógłbym chociaż lobbować za tym, aby zaostrzyły się restrykcje dla osób znęcających się nad zwierzętami ale także dla pedofilów i gwałcicieli. To są zbrodnie. Nie można tego traktować jako zwykłe przestępstwa.

To znowu świadczy o tym, że do polityki powinien pan uderzać szczebel wyżej.

Być może, ja nie mówię nie. Ale na razie to jest temat o niczym, bo najpierw trzeba tu się sprawdzić. I jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałbym wprowadzić, przez te wszystkie złe zjawiska, z tymi pedofilami – chciałbym wprowadzić bezpłatne kursy samoobrony dla kobiet. To jest znakomite rozwiązanie.

Kobieta ważąca 60 kilogramów byłaby w stanie pokonać takiego postawnego napastnika jak pan?

Tu nie chodzi o to. Ale może ten instruktor wytłumaczy jej, że warto przy sobie nosić gaz, że można go użyć tak i tak, i w ten sposób można się obronić. Do tego dodam, że jestem zwolennikiem, aby polskie rodziny miały łatwiejszy dostęp do broni. Ale nie takiej, którą nosi się na ulicy. Do takiej, która jest w domu, która nie może opuszczać posesji. Służy tylko i wyłącznie do obrony miru domowego.

Zaostrzanie kar, dostęp do broni, nie mogę więc nie zapytać o pana stosunek do kary śmierci?

Jestem przeciwnikiem. Jako osoba wierząca nie daję sobie prawa do tego, żeby decydować o czyimś życiu. Uważam, że można tych ludzi karać oczywiście poprzez dożywocie, ale też poprzez skrajne warunki tego dożywocia. Gdybyśmy my ich mieli mordować, to stawalibyśmy się tacy jak oni. A ja nie chcę być jak oni. Poza tym zdarzają się w życiu pomyłki, i to jest kolejny argument przeciwko karze śmierci.

Tomasz Komenda.

- No i co, gdyby jakiś sąd wydał na niego wyrok śmierci? Po 18 latach dowiedzielibyśmy się, że uśmierciliśmy niewinnego człowieka. A takie przypadki zdarzają się np. w USA, czytałem o tym. Dlatego absolutnie jestem przeciwnikiem kary śmierci.

Oprócz politycznych, ma pan jeszcze jakieś sportowe plany?

Tak, nie rezygnuje ze swojej działalności sportowej. W przyszłym roku organizuję kolejną Narodową Galę Boksu. A po zoperowaniu barku mam zamiar jeszcze wrócić na ring.

 

Wirtualna Polska


Autor: Mariusz Kowalewicz
menu
menu