Ksiądz Jacek Stryczek odpiera zarzuty o mobbing

 "Ja się tak nie zachowuję"

Od pewnego czasu jako ksiądz nie mam szans na to, żeby być pozytywnym bohaterem w mediach. A w tych opisach, jaki jestem, nie odnajduję się. Ja się tak nie zachowuję - mówi w rozmowie z Marcinem Makowskim ksiądz Jacek Stryczek. Wcześniej w tekście Onetu duchowny został oskarżony o mobbing przez byłych podwładnych pracujących w Szlachetnej Paczce.

 

Dziennikarz Wirtualnej Polski Marcin Makowski: Czy mobbingował ksiądz swoich pracowników?

Ks. Jacek "Wiosna" Stryczek: Nie.

Takie oskarżenia, wyrażone wprost, pojawiły się w reportażu Onetu na temat pracy w Stowarzyszeniu Wiosna. Tekst Janusza Schwertnera jest momentami porażający. Czy ma sobie ksiądz coś do zarzucenia w związku z tym, że pracownicy Wiosny czuli się poniżani?

W Wiośnie nigdy nie było udokumentowanego przypadku mobbingu, co jako Zarząd podkreśliliśmy. Osoby, które wypowiadają się w tym tekście, wkładają duży wysiłek, żeby przywołać sytuacje, które mogą mieć znamiona mobbingu, natomiast uważam, że moje zachowanie mieściło się w przyjętych normach.

A więc zdaniem księdza pracownicy Wiosny mówili nieprawdę lub przejaskrawiali wydarzenia?

Zacznijmy od tego, jak powstał tekst, o którym rozmawiamy. Dziennikarz przepytał te osoby, one opowiedziały swoje historie, które jednak nie zostały zweryfikowane. Są to po prostu ich opowieści. Wielokrotnie proponowaliśmy Onetowi, aby sprawdził u nas, jak jest naprawdę. Bezskutecznie. Potem był wywiad ze mną. Część historii, przestawionych nam anonimowo – domyślając się, zweryfikowaliśmy jako takie, które nie miały miejsca. Nie zostało to uwzględnione w tekście. Dla mnie są to po prostu opowieści różnych osób.

Gdyby to był jeden, dwa, pięć przypadków... ale mamy do czynienia z ponad dwudziestoma relacjami o szykanach psychicznych. Jak to możliwie, że tyle osób mówi to samo?

Dziennikarz mówi o tym, że przepytał 21 osób. Ale nam mówił że przepytał 40. Tyle tylko, że nie uwzględnił w tekście wypowiedzi osób, które były dla mnie pozytywne. Mieliśmy bardzo duże problemy organizacyjne w latach 2015–17. Odeszły od nas osoby, które były filarami organizacji. Trudno było je zastąpić. Rozpadł się np. nasz dział personalny. Pojawiły się niekontrolowane rekrutacje. Nie było właściwego nadzoru np. w dziale komunikacji. Kryzys, który mamy obecnie, jest kryzysem po kryzysie. A jeśli chodzi o wypowiedzi tych osób – używam tu określenia, że pewnie miały we współpracy ze mną jakąś porażkę.

A może to ksiądz odniósł porażkę we współpracy z nimi?

Tak. To też jest moja porażka. Zawsze zaczynam od siebie. Skompletowanie dobrego zespołu to bardzo trudne zadanie.

I przypadki opisane w reportażu dotyczą tego okresu, o którym ksiądz mówił?

Tak. 2015-2017 to był ten okres, gdy było duże zamieszanie. Jako prezes miałem wybór: wchodzę w rolę dyrektorów, których nie ma, albo organizacja się rozpadnie. I to był regres dla mnie, bo musiałem weryfikować pracę wielu osób. I rozumiem, że taka sytuacja, gdy prezes dużej organizacji, liczącej 150 osób, wchodzi na poziom operacyjny, jest trudna. Musiałem uczestniczyć w zwolnieniach. Nie ukrywam, że to był dla mnie trudny czas i zakończył się moją chorobą. W sierpniu 2017 r. sądziłem, że to koniec. I dopiero zmiana trendu, polegająca na tym, że pojawili się na rynku ludzie, którzy chcą pracować w organizacjach takich jak nasza, nas uratowała. I te zawirowania odczuli też nasi partnerzy na zewnątrz. To również można zweryfikować, jak zmieniała się Wiosna w niektórych aspektach – najpierw regres, a teraz postęp.

Ale wie ksiądz, że takie tłumaczenie będzie uznane za klasyczne przerzucanie winy na pracowników, którzy się nie wpasowali. Czy ksiądz po ludzku czegoś jednak żałuje? Dostrzega jakieś błędy w swoim zachowaniu i w relacjach z pracownikami, którzy odeszli i mieli żal?

Żałuję, że był ten kryzys i rozumiem, że prócz normalnego obciążenia, które występuje w organizacji, był jeszcze dodatkowy stres. Więc tego żałuję. Natomiast nie za bardzo wiem, jak mógłbym się zachować w tej sytuacji inaczej. Oczywiście byłem wówczas dużo bardziej stanowczy w zarządzaniu kryzysem. Było dużo więcej podejścia dyrektywnego – to zwykłe w kryzysie.

Na pewno były takie momenty, kiedy musiałem po raz kolejny zadać sobie pytanie, czy ja jeszcze chcę i udźwignę tę organizację. Rozumiem, że część osób opowiada, że wtedy było im naprawdę u nas ciężko. To był również dla mnie trudny moment.

A puszczały księdzu nerwy? Podnosił ksiądz głos tak, że ktoś płakał? Takie zarzuty powtarzają się w relacjach.

Ja nie krzyczę i nie przeklinam. Owszem, były spotkania "porażkowe" – takie, gdy oczekiwałem dobrych wyników, a ich nie było. Rozumiem, że rozliczanie pracowników jest dla nich trudne. A ja jestem wymagający.

Czy był płacz?

Na spotkaniach nie pamiętam. Może po spotkaniach. Rozumiem, że ludzie reagują emocjonalnie. Płacz jest jedną z emocji. Dzisiaj, gdy złożyłem rezygnację, też pojawiały się łzy. A przy okazji. Ja jestem księdzem. Przez moje życie przewinęło się dużo ludzi w trudnych sytuacjach. Nauczyłem się po prostu nie pamiętać różnych rzeczy, które są osobiste. Uważam, że ludzie mają prawo do intymności i różnych emocji.

Ale jak może się ksiądz wiarygodnie odnosić do zarzutów, skoro może nie pamiętać tych sytuacji?

Nie neguję, że ludzie płakali. I inni członkowie zarządu przyznają, że takie przypadki miały miejsce. I jeśli coś takiego dzieje się dzisiaj, to diagnozujemy, jakie są tego powody.

Czyli nikt w Wiośnie nie jest zostawiony samemu sobie?

Dzisiaj nikt nie jest zostawiony samemu sobie.

A kiedyś tak się zdarzało?

W przeszłości nie mieliśmy w ogóle działu HR. Gros tych historii dotyczy ludzi z zespołu komunikacji, złożonego z bardzo młodych ludzi, którzy brali odpowiedzialność na siebie. Na początku nie mieliśmy pieniędzy, płaciliśmy mało, trudno nam było przyciągnąć pracowników z odpowiednimi kwalifikacjami.

Mówię tu przede wszystkim o ostatnim okresie. Generalnie jesteśmy organizacją przyjacielską. Ludzie też wspierają się nawzajem. Dodam, że w Wiośnie jest tak dużo fajnych ludzi, że często potem stają się dla siebie przyjaciółmi. Dziennikarz Onetu, który był u nas w czasie wywiadu, sam był pod wrażeniem ludzi i swobody zachowania się osób które u nas pracują.

Czyli organizacja rozrosła się do takiego stopnia, że wymknęła się spod kontroli?

Nie. Chodzi o to, że się rozrastała i były duże zobowiązania społeczne i było pytanie, kto umie takimi strukturami zarządzać. I nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Bo gdyby zadał pan pytanie, ile kosztuje praca osoby zarządzającej dziewięciuset lokalizacjami, to są pieniądze, których nie mieliśmy szansy pozyskać. I jak to zrobić?

Bo inaczej zarządza się w biznesie, gdzie są wynagradzani pracownicy, a tu wolontariusze. A Wiosna to nie tylko Szlachetna Paczka, to także 50+, aktywizacja zawodowa osób starszych, czy telekariera – i we wszystkich tych projektach osiągamy wyniki ponadprzeciętne na rynku. Znajdowanie ludzi odpowiednich do prowadzenia tych działań jest cały czas trudne. Mamy w tym tekście 21 osób, a organizacja to znacznie, znacznie więcej. Co ciekawe, autor reportażu spotkał się z 40 osobami.

Sugeruje ksiądz, że redakcja nie uwzględniła dobrych historii na temat księdza?

Wiem to. Nie ma tam tych historii. Wiem, że są ludzie, którzy chcieli przedstawić drugą stronę medalu. Materiał jest jednostronny. Przed chwilą dostałem kolejną informację o osobie, która nie tylko chciała się spotkać z dziennikarzem, ale też podsyłała mu różne informacje. W domyśle – pozytywne. Tego również w tekście nie ma.

Ale przecież dostał ksiądz prawo wypowiedzenia się, skomentowania sytuacji.

Uważam, że nie podjęto wysiłku, by zweryfikować te opowieści. Komentowaliśmy zarzuty. 3h 20min rozmowy. I potem kilkanaście stron tekstu. Sam myślałem po tym wszystkim, że jestem złym człowiekiem. Musiałem ja i my – zarząd - wrócić do normalnego stanu. Dlatego dołączyliśmy do tekstu również pozytywne opinie. To, jak mi się wydaje, jak wygląda moja praca normalnie.

Oświadczenie po publikacji materiału wygłosił ksiądz w koszulce promującej film "Kler" Wojciecha Smarzowskiego. Dlaczego?

Od jakiegoś czasu byłem przekonany, że jestem skazany na negatywny tekst.

Spisek antyklerykalny

Nie wiem. Byłem jednak przekonany, że właśnie w tym miejscu, w Onecie, się pojawię. Pokazywałem w czasie wakacji mojemu przyjacielowi to miejsce.

Ale mówi ksiądz, że był skazany na ten tekst.

Tekst powstawał wiele miesięcy i przypadkowo jego publikacja zbiegła się z pokazem filmu "Kler". Liczba negatywnych tekstów na temat księży w ostatnim czasie jest wyjątkowa. Wiem, że ciąży na nas duża odpowiedzialność. Ale to nagromadzenie jest ciekawe. Zresztą znam opinię dziennikarzy, którzy podważają rzetelność tekstu.

Ja natomiast słyszałem wiele opinii chwalących tekst jako wielowątkowy, z głosem drugiej strony. Fakt, że pojawił się w chwili premiery filmu i rozliczania Kościoła np. z grzechu pedofilii. Ale jako dziennikarz wiem, że nad reportażami pracuje się po kilka miesięcy i trudno z perspektywy reportera tak mocno do przodu planować datę publikacji. Bierze ksiądz pod uwagę możliwość, że to zbieg okoliczności?

Biorę, ale od pewnego czasu jako ksiądz nie mam szans na to, żeby być pozytywnym bohaterem w mediach. A w tych opisach, jaki jestem, nie odnajduję się. Ja się tak nie zachowuję.

Czyli ksiądz się nie poznał w tym tekście?

Zupełnie. Zresztą w Wiośnie pracuje się na co dzień z wieloma instytucjami zewnętrznymi, zapraszani są goście. Trudno byłoby ukryć złe rzeczy. Na przykład w moim gabinecie wykluwa się idea gali Paczki, nad którą pracujemy z ludźmi z TVN. Z tego co wiem, są zachwyceni atmosferą, poziomem kreatywności.

Ale w Krakowie słyszałem opinie na temat trudnych rekrutacji, ciężkiej atmosfery. Wiele osób komentując reportaż wyrażało opinię: można było się tego spodziewać. Dlaczego?

Na pewno jest tak, że w naszej organizacji była duża rotacja i rozumiem jej źródła. Pierwsze to spora liczba młodych osób. Teraz w trendzie jest szybka zmiana pracy. Po drugie, gdy rekrutuje się osobę z potencjałem, to potem okazuje się, że ta osoba ma potencjał albo nie. To jest ryzyko. Ostatnio czytałem tę oczywistość w tekstach HR-owych.

A dałoby się prowadzić te instytucję, trochę startupową, bez presji wyników?

Paczka to najtrudniejszy i najbardziej złożony projekt, jaki prowadziłem. Czy to musiało być okupione takim wysiłkiem? Paczka powstała w Polsce wbrew trendom. Ponieważ w 2001 roku wielu zamożnych patrzyło z pogardą na biednych i my zszywaliśmy to społeczeństwo. Czy atmosfera musi być stresująca? Większość spotkań u mnie to dużo śmiechu, wiele rzeczy robimy „na funie". Natomiast powtórzę: oczekiwania wobec nas są duże i trzeba im sprostać. I tego wymagamy. U nas nie chodzi o ciężką pracę, ale sprytną. Trzeba mieć pomysł, jak tak dużo osiągać. Nie każdy to ma. A ja lubię pracę z młodymi ludźmi. Jestem też od 23 lat duszpasterzem akademickim i Wiosna jest dla młodych ludzi ścieżką rozwoju.

Jeszcze jeden wątek jest istotny. Janusz Schwertner, autor tekstu, zarzuca księdzu, że ksiądz i księdza podwładni sugerowali mu, żeby nie publikował materiału, bo mogą go spotkać nieprzyjemne konsekwencje. A do redakcji Onetu zostały wysłane maile, że macie haki i możecie opisać nieprzyzwoite zachowania na imprezach firmowych.

Opowieści pana redaktora są niesamowite. Ostatnio słyszałem z jego ust historię mojego życia. Że w 2001 roku jeszcze pakowałem paczki, a zły byłem od 2012. Niesamowite...

Czyli nie było takich maili?

To było tak, że na początku maja byli pracownicy Onetu zaczęli zwracać się do mnie z informacjami, że Onet szuka na mnie haków. Równolegle nasi byli pracownicy zaczęli pytać nas, kto ujawnił wrażliwe dane na ich temat – np. dotyczące choroby.

Nie wiedzieliśmy, co się dzieje. I faktycznie mój współpracownik, dyrektor kreatywny, wysłał prywatnego maila do swoich znajomych z Onetu z pytaniem, o co chodzi. A my przez cały czas próbowaliśmy prowadzić rozmowę z redakcją, żeby pokazać, jak się u nas pracuje i zweryfikować to, co o nas usłyszał dziennikarz. Ale to nic nie dało.

To jeszcze jeden zarzut. Napisany wprost przy wywiadzie z księdzem, że podczas autoryzacji wywiad został "napisany na nowo".

Jest dla mnie dziwne, jak redakcja potrzebuje o mnie mówić złe rzeczy nawet, kiedy to nie jest potrzebne. Mieliśmy rozmowę, która trwała ponad trzy godziny i następnego dnia otrzymałem spisany wywiad, w którym pojawiły się pytania, których mi nie zadano i odpowiedzi, których nie udzieliłem.

Dokładnie odwrotnie twierdzi redakcja Onetu.

Autor poprosił, żebyśmy w dowolny sposób dodali te wątki, sam sugerował, że nie musimy spieszyć się z autoryzacją. Przyjąłem takie rozwiązanie, że skoro są nowe pytania i jeszcze odpowiedzi, w których się przyznawałem do tego, czego nie zrobiłem, próbowaliśmy rozbudować tę historię w wywiadzie o drugą stronę. O pozytywny obraz Wiosny. Więc tylko rozbudowaliśmy odpowiedzi na pierwotne pytania.

Czy przyszłość Szlachetnej Paczki jest zagrożona? Czy ten projekt może upaść?

Ten kryzys ma przebieg niekontrolowany. Uważam, że forma publikacji jest dla nas krzywdząca. Ale ratujemy, co się da. Właśnie złożyłem rezygnację z funkcji prezesa. Odpowiedzialność za to, czy Paczka się odbędzie, czy nie, nie spoczywa już tylko na mnie. Także na mediach i partnerach. My sami tego nie zrobimy. To może być przełom. Jesteśmy organizacją obywatelską. Od początku mieliśmy założenie, że jak ludziom podoba się to, co robimy, to nas utrzymają. Teraz możemy to sprawdzić...

A wolontariusze wiedzą, co myśleć? W jakiej są sytuacji?

Myślę, że dużo osób ma zamęt w głowie. Natomiast to jest paradoks. Szlachetna Paczka jest przedłużeniem mojego sposobu bycia, mojego sposobu budowania relacji z ludźmi. Nie jest tak, że wymyśliliśmy techniczny projekt. Ale ona opiera się na relacjach ludzkich. Na mojej wrażliwości, na sposobie budowanie relacji. Natomiast już i tak od dawna było pytanie, czy Paczka sobie beze mnie poradzi. Bardzo tego chciałem, od dawna zapowiadałem moje odejście. Przygotowywałem się do tego organizacyjnie.

Teraz czas na dojrzałość projektu bez księdza?

Jeśli otacza mnie tyle kontrowersji, nie widzę, w jakim trybie można rozwiać te wątpliwości. Jeśli natrafiamy na czyjąś opowieść, jak mam się z tym skonfrontować? Napisaliśmy w oświadczeniu, że zapraszamy naszych byłych pracowników, żeby przyszli i żebyśmy razem zweryfikowali te oskarżenia, żeby przedstawić nasz punkt widzenia. Ale bez nich tego nie możemy zrobić. Obowiązuje nas dyskrecja, jesteśmy pracodawcami. I prawo. Proszę pamiętać – wszyscy, którzy się z nami rozstali, nawet ci, którzy mają zarzuty, zrobili to w normalnym trybie zakończenia umowy o pracę.

Kuria wezwała księdza do pisemnych wyjaśnień. Co to znaczy?

To jasne, że ksiądz arcybiskup, który jest moim szefem, ma prawo do pełnej wiedzy na temat sprawy. Wstępne wyjaśnienia złożyłem, będę je rozbudowywał.

Sprawą mobbingu zajmie się również krakowska prokuratura. Obawia się ksiądz tego postępowania?

Nie ma nic takiego, co byłoby łamaniem prawa.

Czyli śpi ksiądz spokojnie?

Tak.

Jurek Owsiak zaapelował o nadzwyczajne spotkanie instytucji charytatywnych związane z kryzysem w Szlachetnej Paczce. To dobre rozwiązanie?

Jeden z członków naszego zarządu powiedział, że chętnie do niego dołączy. Ja nie mam chyba jeszcze zdania. W reportażu Onetu pojawił się zarzut, że besztam któregoś z naszych pracowników w koszulce WOŚP. Ale prawda jest taka, że to jeden z naszych młodych pracowników nakrzyczał na drugiego. Widział to dyrektor i wziął go na spotkanie, w czasie którego usłyszał reprymendę. Dodam, ze już u nas nie pracuje. To jest właśnie jakość tych opowieści.

I to jest dla mnie trochę symbol tego całego tekstu. I to jest też okazja, żeby nas – mnie i Owsiaka – poróżnić. Swoją drogą Jerzy Owsiak borykał się z kryzysem wizerunkowym i jestem pod wrażeniem, jak sobie z tym poradził. Uważam, że od kilku lat jest to mistrzostwo świata. Nie miałem okazji mu tego powiedzieć. A ja zadaję sobie pytanie, czy jeśli jestem społecznikiem i księdzem, to mogę w tym kraju normalnie żyć? Czy mogę pracować i po prostu żyć, czy jestem skazany na takie kryzys i hejt.

Jaka jest odpowiedź?

Nie mam jej. Zmierzam w moim stylu bycia w kierunku tego, żeby normalnie funkcjonować, żeby mieć życie osobiste, prowadzić duszpasterstwo. Ja nie jestem środkiem do celu. Nie muszę rządzić. Zawsze mówiłem, że chcę pracować w Wiośnie maksymalnie do 60 roku życia. No i jestem księdzem. Chcę się przygotować do śmierci. Mam do siebie duży dystans.

Chciałby się ksiądz spotkać z tymi, którzy czują się pokrzywdzeni? Chciałby ich ksiądz wysłuchać, spojrzeć w oczy, zrozumieć? Może uderzyć się w piersi?

Powiem inaczej. Traktowałem cześć z tych osób jak przyjaciół. I oni nie zmienili tego miejsca w moim sercu. Wspólnie to przeżyliśmy. Może pamiętamy inaczej. Ale to nie są czarno-białe historie. Pewnie wspominając nasze przeżycia, zwracalibyśmy uwagę na inne rzeczy. Pisałem do redakcji Onetu, że w tej chwili panuje trend hejtowania byłych firm – i jest pytanie, jak przejść z tych historii do prawdy. I to w moim mailu było. Nic więcej.

 

Wirtualna Polska


Autor: Mariusz Kowalewicz
menu
menu